Aktualności

Morsy z Kielc

   Autor: Siejo


Z małym opóźnieniem rozpoczęliśmy pierwszy kibicowski wypad w Polskę po przerwie zimowej. Z Kielc ruszyliśmy dopiero koło 12, jednak koniec końców na mecz zdążyliśmy. Jak wypadł nasz pierwszy wyjazd na wiosnę i - skąd do licha - na stadionie pojawiły się morsy? O tym wszystkim poniżej. Zapraszam do lektury.


Sądząc po wczorajszej zbiórce na wyjazd, nie każdy zdążył wybudzić się z zimowego snu. Na planowaną godzinę 10.50-11.00 nie zjawili się jeszcze wszyscy zapisani. Z tego też powodu nie wyjechaliśmy, jak było ustalone najpóźniej(!) o 11.30, a dopiero tuż przed 12. I choć na mecz udaje się nam dotrzeć w samą porę, to na przyszłość pamiętajcie, żeby przychodzić wcześniej, bo w końcu albo nie zostaniecie zabrani, albo przez Was się spóźnimy. Wybierajcie.


Wracając do tematu. Na mecz, na który mobilizowaliśmy się już od grudnia pojechaliśmy w sile 280 osób, w tym trzy osoby ze Stali Mielec. Liczba, patrząc po dość intensywnej mobilizacji i czasie jaki mieliśmy na zapisy, imponować na pewno nie może. Z drugiej strony, jak na pogodę i odległość dzielącą Kielce od Lubina, nie było chyba aż tak źle.


Na sektorze gości zameldowaliśmy się na kilka minut przed meczem. Na barierce wywieszamy dwie flagi: Ś.P. Małpa i Korona Kielce. Z pierwszym gwizdkiem sędziego ruszamy z dopingiem. Podobnie czyni również Zagłębie, które jeszcze w rundzie jesiennej nie prowadziło dopingu. Miedziowi postanowili jednak zmienić formę protestu, by pokazać iż jest on skierowany nie przeciw piłkarzom, a nieudolnie prowadzącym klub działaczom.


Pomarańczowe Lubinki...

Jeśli chodzi o doping fanów Zagłębia, to na pewno nie był on tym, jakim zapamiętaliśmy go jeszcze z pierwszoligowej wizyty na Dialog Arenie. Wczorajsze wsparcie lubinian nie było niczym szczególnym, mogło robić wrażenie jedynie w momentach śpiewu wspólnie z drugą trybuną. Warto jednak pochwalić gospodarzy za noszenie barw. Niemal cały młyn w pomarańczowych koszulkach wygląda naprawdę niesamowicie. W Kielcach o podobny efekt ciężko nawet latem.


Nasze popisy wokalne tego dnia stały na przeciętnym, choć przyzwoitym poziomie. Momentami było jednak naprawdę konkretnie. A to wszystko za sprawą - jak zaznaczył nawet w skrócie dla Canal+ red. Wróblewski - okazji do krioterapii. Nie mogliśmy przepuścić tej sposobności i przy odczuwalnej temperaturze -10 st. C postanowiliśmy... zdjąć koszulki. Ubrani tylko od pasa w dół, niezrażeni zimnem, rozpoczęliśmy zabawę na sektorze. Doping poprawił się w mgnieniu oka. Piłkarze swoją grą nas zbytnio nie rozgrzewali, więc w drugiej połowie meczu postanowiliśmy urozmaicić zabawę urządzając na sektorze wężyk. A ten zaprowadził nas jednym wyjściem pod sektor, po czym wprowadził nas na niego z powrotem drugim wejściem... ale już bez koszulek. I co, można się bawić w takich warunkach? Można.



...i morsy rodem z Kielc!

Po meczu zmarznięci, ale mimo wszystko zadowoleni wróciliśmy do autokarów. Piłkarze ostatecznie zremisowali 1:1, co nas w tym momencie - stosownie do warunków panujących w Lubinie - ani ziębiło, ani grzało. Przed 22 zostaliśmy wypuszczeni z parkingu, po czym wyruszyliśmy w kierunku Kielc. Do naszego miasta dojechaliśmy przed 4. Eskapada choć długa, to naprawdę godna zapamiętania. Na sam koniec pozdrowienia dla wszystkich morsów z Kielc! :-)



Data:2011-02-27 18:46:32

Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Czas generowania strony: 0.04257 sekund (zapytań SQL: 20).
Strona istnieje 1464 dni, odwiedziło ją 8297139 osób.
Szablon stworzony przez: Sushi.